Dlaczego wybrałem zapasy?

Jakub Wojnar, instruktor capoeiry w szkole Beribazu Polska

Zapasy w stylu wolnym! Brzmi poważnie! Jako czynny praktyk i instruktor capoeiry, chciałem poznać specyfikę innych sztuk walki, opartych na chwytach. Wcześniej miałem już styczność z jiu-jitsu, a o zapasach pojęcie niewielkie zdecydowałem się na te drugie.Od samego początku okazało się, że, mimo iż sekcja jest amatorska, lekko nie będzie. Ogólnorozwojowa część rozgrzewki opierała się w dużej mierze na grze w koszykówkę zapaśniczą, która ma więcej wspólnego z rugby niż z popularnym koszem. Fajna zabawa, która pomaga nowicjuszom w adaptacji do późniejszych starć na macie. Następnie rozgrzewka specjalistyczna oraz nauka technik. Każda technika bardzo dokładnie, kilka razy pokazywana i ze względu na stosunkowo niewielką ilość osób niemalże indywidualnie tłumaczona przez trenera, który w czasie całych zajęć chodzi i poprawia wyłapane u każdego błędy. Na koniec walki zadaniowe lub sparingi, które dokonują "wytrzymałościowego dzieła Zniszczenia". Jak już się wydaje, że już jest koniec, zawsze miło usłyszeć od trenera, że "jeszcze setka pompek, brzuszków i do domu". I właśnie o to mi chodziło. Dzięki treningom zapasów poszerzyłem swoje horyzonty w sztukach walki, zdobyłem pewność siebie, przynajmniej jeśli chodzi o walkę w zwarciu, a także poprawiłem sprawność ogólnorozwojową poprzez ćwiczenia, niespotykane w trakcie treningów uderzanych sztuk walki. Polecam każdemu, kto lubi sportową rywalizację. Już nie mogę się doczekać kiedy mój obecnie czteromiesięczny syn zrobi pierwsze kroki na macie.

Antoni Bielewicz, dziennikarz, współautor strony

Wybrałem zapasy, bo trening tej dyscypliny zapewnia mi wszechstronny rozwój, którego nie mogłem znaleźć w innych sportach, którymi zajmowałem i zajmuję się na co dzień. Przez lata uprawiałem szereg sportów walki począwszy od judo, jujitsu i brazylijskie jujitsu, capoeirę, a skończywszy na boksie, piłce nożnej, rowerach górskich, wspinaczce skałkowej, czy rugby. Na zapasach mam gwarancję, że z zajęć zawsze wyjdę "na ostatnich nogach", niezależnie od tego jak wypoczęty i przygotowany fizycznie przyjdę na trening. A przy tym po cichu liczę na to, że dzięki znajomości podstawowych technik zapaśniczych mogę wyjść bez szwanku z kłopotów, o które nietrudno w dużym mieście. W naszej sekcji najbardziej cenię sobie ludzi z którymi ćwiczę. Trenowałem w wielu klubach: amatorskich, akademickich, a nawet sportowych, ale jeszcze nigdzie nie spotkałem grupy treningowej w której wspólnie ćwiczą: wciąż czynni zawodnicy, bramkarz z klubu nocnego, zapalony kibic, lekarz, dziennikarz i informatyk i wszyscy znajdują wspólny język dobrze czując się w swojej obecności. Bo w treningu ważne jest nie tylko to "co" i "gdzie" ćwiczę, ale przede wszystkim "z kim" to robię.

Jeden z trenujących:

Trenuje u Roberta Kosteckiego, gdyż jako były zapaśnik i dwukrotny olimpijczyk ma on bardzo duże zaplecze praktyczne jak i teoretyczne w zapasach, które w łatwy, przyjazny i koleżeński sposób pokazuje i przekazuje innym.